piątek, 19 grudnia 2014

Życzenia Świąteczne

Spokojnych, dostatnich, rodzinnych i Wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz pomyślnego Nowego Roku 2015 sympatycznym czytelnikom mego bloga
życzy Irena

wtorek, 16 grudnia 2014

Przepis na zabużańską kutię

Na życzenie moich Drogich Czytelników pragnę podać przepis na zabużańską kutię.
Składniki (na cztery osoby):
0.25 dag pszenicy (bez łusek, ewentualnie ryż)
30 dag maku
15-20 dag cukru
Pół paczki rodzynek
Trzy łyżki stołowe miodu
20 dag orzechów włoskich
Sposób przyrządzania:
Pszenicę bądź ryż ugotować według przepisu do miękkości. Mak zalać wrzącą wodą i gotować na wolnym ogniu do 10 minut. Następnie odsączony od wody mak przepuścić przez maszynkę dwa-trzy razy. Rodzynki sparzyć wrzątkiem, aby zmiękły. Orzechy drobno posiekać, miód rozpuścić w przegotowanej, letniej wodzie (pół szklanki wody). Wszystko razem wymieszać (zależności od upodobania dosłodzić).
Smacznego!

czwartek, 11 grudnia 2014

Nie zrażajmy wiernych do Kościoła

Przyszło mi na myśl wspomnienie z ubiegłego roku. Wspomnienie to przepełnione jest smutkiem i goryczą. W Kościele Katolickim jest okres adwentu. Wierni, praktykujący katolicy przystępują do sakramentu pokuty, by powitać z czystym sercem Boże Narodzenie.
Wracając od lekarza z najbliższej miejscowości przy okazji chciałam skorzystać ze spowiedzi. Moi najbliżsi umożliwili mi to. Był to dzień powszedni, popołudnie. W Kościele było kilka osób starszych, siedzących w ławkach, a przed konfesjonałem stało kilkanaście w różnym wieku. Ja stałam na końcu. W pewnym momencie od konfesjonału odeszła nastolatka, o miłej powierzchowności. O dziwo, zaczęła płakać. Łzy spływały jej po policzkach. Ten widok wzruszył mnie. Podeszłam do niej i cichym głosem zapytałam: czego płaczesz, dziecko? Liczyłam się z tym, że mogę być potraktowana jako ciekawska. Ku memu zaskoczeniu dziewczę lakonicznie odparło: „nie dostałam rozgrzeszenia”. Byłam przerażona. Wiem, że są grzechy śmiertelne i powszednie. Cóż mogę powiedzieć o tej nastolatce? Czy to potraktowanie przez księdza uzna, że przed nią zamknięta jest droga do Boga? A może przestanie praktykować? Boleję nad tym, że maleje zaufanie wiernych do przedstawicieli Kościoła.  Wybaczyć można każdemu, kto szczerze  żałuje za grzechy , poprawi się i zadośćuczyni. Duchowe odnowienie wierzącemu jest bardzo potrzebne. Papież Franciszek nawołuje do zrozumienia zmieniającego się świata. Proponuje dialog zamiast podtrzymywania mitów o nieomylności kleru, przyznawania się do błędów.  Nawołuje do akceptacji ludzi takimi jakimi są. Budzi to silny opór wobec reform i stylu Papieża. Ludziom z problemami i uzależnieniami trzeba pomóc, nie karać odmową rozgrzeszenia. Jak postąpił Papież Jan Paweł 2 wobec Ali Agcy? Jego postawa jest wzorem do naśladowania. Papież pokazał ,jak możemy kochać nieprzyjaciół. Był to człowiek miłości, nigdy nie mówił o tych ludziach źle i takie stanowisko winno przyświecać całemu Kościołowi.
Są księża liberalni i konserwatywni. Których wierni bardziej akceptują? Krok do liberalnej drogi jest już czyniony. Byłam świadkiem wydarzenia, że ksiądz nie chciał ochrzcić dziecka rodzicom nieżyjącym w związku sakramentalnym. Czy słusznie postąpił? W innym Kościele dziecko to zostało ochrzczone bez problemów. Został zmazany grzech pierworodny i grono wiernych się powiększyło. Jakie będzie zadowolenie tego księdza, gdy to dziecko będzie przygotowywał do pierwszej komunii?  Pomijając prawo kanoniczne, niektórzy księża ustalają swoje „chore zasady”. Albo jest miłosierdzie ,albo go nie ma.
Zauważa się, że nie do wszystkich stosuje się zakazy, rygory. Nie chcę być złośliwa – czyżby to tylko dotyczyło „maluczkich”? To boli. Etyka, moralność – te wartości przekazał Kościół. Trzeba na każdą sprawę spojrzeć obiektywnie. Ci , którzy zostali odtrąceni od Kościoła śmią twierdzić, że kryje się tu niekiedy próżność, brak miłości bliźniego, brak tolerancji. Ich postawy i ich poglądy zaprzeczają niekiedy Biblii i nauczaniu Chrystusa, stąd też Papież Franciszek sprzeciwia się bogactwu. Pokora, wyrozumiałość to główne przesłanie do duchownych .
Bardzo dobrze się stało, że Papież Franciszek potępia pedofilię w Kościele i oficjalnie o tym mówi. Popiera też ukaranie winnych.  Nie podobało się wielu wiernym  stanowisko niektórych biskupów (winę przypisywano dzieciom)
Pamiętam lata 50-te kiedy ksiądz po kolędzie omijał domy małżeństw żyjących bez ślubu kościelnego. Rodziny te czuły się pokrzywdzone, a i otoczenie nie było im przychylne. Z czasem się zmieniło i nie wiem ,co o tym zadecydowało.
Życie w konkubinacie, 3, 4 mężów, rozwody – są przypadki, że tych się rozgrzesza i toleruje. Niekiedy nawet zasiadają na poczytnym miejscu obok hierarchów. To nie jest nagminne, ale się zdarza.
Nie jestem wrogo nastawiona do księży i na swojej długiej drodze życia spotkałam różnych. Miałam to szczęście, że o każdym mogę powiedzieć – oddani kapłani Bogu, wierni służący ludowi, prawdziwi pasterze.
Kościół  w dziejach narodu odegrał wielką rolę. Księża Hugo Kołłątaj i Stanisław Staszic odnieśli wielkie zasług za reformowanie polskiego szkolnictwa i kształtowali uczucia patriotyczne. Księża zagrzewali do walki o niepodległość. Byli zasłużeni dla kraju, Kościoła i swoich  wiernych.

W obecnych czasach przed Kościołem Katolickim stoją ogromne wyzwania. Autorytetami wśród wiernych są święty Jan Paweł 2, Kardynał Wyszyński, ksiądz Tischner. O nich pamięć będzie wiecznie żywa.
Nie daje mi spokoju myśl o tej odtrąconej, a może nawet zagubionej dziewczynie. Kto ma podać jej rękę, u kogo znajdzie pocieszenie? Kto otrze jej łzy? Chyba Ten , co patrzy na nią z góry

niedziela, 14 września 2014

MÓJ DOM- MIEJSCE INNEGO DZIECIŃSTWA

Opisując te wydarzenia , nie sposób nie wspomnieć historii powojennej dotyczącej podziału granic Polski w Jałcie. Decydowali o tym Józef Stalin – przywódca ZSRR,   Wintson Churchill- przywódca  Wielkiej Brytanii, Delan Roseveld- prezydent Stanów Zjednoczonych.  Na wskutek podziału Polska otrzymała tereny na Zachodzie i Północy, tracąc Lwów, Wołyń i całą zachodnią Galicję. Stalin celowo zniszczył bastion polskości – Lwów, wcielając go do Ukrainy, chociaż nie był zwolennikiem niezależności Ukrainy, a tym bardziej suwerenności Polski.  Polacy zostali wywiezieni z tych ziem na Zachód. Niemcy po kapitulacji w 1945 roku odczuły również niezadowolenie- nastąpił podział i okupacja terytorium niemieckiego przez mocarstwa sojusznicze –  ZSRR, Francję , Wielką Brytanię. W 1949 roku podzielono Niemcy na dwie części- NRF i NRD. Miały powstać nowe Niemcy . Ustalono w obu strefach demilitaryzację, likwidując hitlerowskie i nazistowskie organizacje. Cały wysiłek miał być skierowane na rozwój rolnictwa i pokojowego przemysłu wewnętrznego. Nam, ludziom wracającym z obozu pracy w Niemczech, droga do domu , za Bug ,została zamknięta. Los rzucił nas na tzw. Ziemie Odzyskane. Przyjechało nas z lagrów niemieckich cztery rodziny. Zajęliśmy pozostawione przez wysiedlonych Niemców domostwa. Czuliśmy się obco, tęskniliśmy za rodzinną ziemią, za Wołyniem. Ale cóż było robić? Takie były konsekwencje wojny i wielkiej polityki. Wspomnienia z tego okresu umieściłam na innym wpisie. Skupię się nad tym , jak syn właścicieli naszego nowego gospodarstwa pierwszy raz po wojnie odwiedził swój rodzinny dom w Podlegórzu (Padligar) . Były to lata siedemdziesiąte W piękny , letni , lipcowy dzień, pod dom zajechał samochód. Wysiadło z niego dwóch nieznanych mi mężczyzn. Jeden z nich przedstawił mi się jako mieszkaniec ( autochton) Podmokli. „Przywiozłem syna właścicieli tej posesji”. Niemiec przedstawił się: „Gerard Schwebe.” Byłam w domu z córkami, mąż był w pracy. Nie ukrywam , że poczułam się wtedy jak intruz, przecież mieszkam w jego rodzinnym domu- jak się zachować? Jakie są intencje tej wizyty? Widząc moje zmieszanie , Gerard uścisnął mi dłoń, przytulił do siebie, jakbyśmy się dobrze znali. Tłumacz przełożył jego wypowiedź na język polski. To , że jesteśmy pozbawieni domów rodzinnych spowodowała grabieżcza polityka Hitlera, to był potwór. Poruszył też problem Jałty i Poczadamu. Wiedziałam , że jest zorientowany w zaistniałej sytuacji, że zna historię. Opowiedział mi krótko znaną sobie historię Podlegórza. Mieszkali tam głównie Niemcy będący w większości pracownikami leśnymi , m.in. ojciec mego gościa. Zatrudniani byli również w dwóch okolicznych majątkach ziemskich.  Sami stwierdziliśmy, że nie była to zamożna wieś. Większość domów zbudowana była z cegły sylikatowej, kryta dachówką ( tylko trzy były kryte strzechą), drogi piaszczyste, wyboiste, liche, drewniane płoty. Jedyne co przyciągało oko i mogło się podobać,  to sady owocowe przy każdej prawie posesji, dużo zieleni i samo położenie miejscowości na wzgórzu. Na którym królował piękny kościół z kamienia. U podnóża wijąca się Obrzyca, wokół dużo lasów, wspaniały mikroklimat.  Gerard  ze wzruszeniem usiadł w cieniu rozłożystego orzecha, sadzonego ręką jego ojca, podjęłam gościa w myśl przysłowia: czym chata bogata, tym rada. Dużo rozmawialiśmy. Gerard jak się okazało jest moim rówieśnikiem. Potem spytał, czy mógłby obejrzeć wnętrze domu. Oczywiście zgodziłam się. Gdy wszedł do werandy , rozpłakał się. Zobaczył tam ławkę, na stałe przymocowaną do ściany.” Ja się tu bawiłem, spożywałem posiłki”. Ogólne wrażenia Gerarda były pozytywne , jak sam powiedział , wyobrażał sobie wszystko inaczej. Zaskoczeniem dla niego było, jak ten dom wygląda teraz i jak się zmienił na korzyść . Widział modernizację, dbałość o cała posesję i jej otoczenie. Bardzo się wzruszył, widząc stare jabłonie , ale i nowo zasadzony prze mego męża Jana  sad. Spytał , czy mógłby zawieźć rodzinie kilka jabłek . Twierdził, że nigdy i nigdzie nie jadł tak pysznych, soczystych, pachnących. To była prawda , wszyscy pamiętamy ich smak, sok cieknący po brodzie i palcach w czasie jedzenia( takie były soczyste!). Już nigdy potem nikt z nas nie spotkał nawet podobnej odmiany. Gość dostał ogromną torbę owoców, ledwie doniósł do bagażnika. Pożegnaliśmy się , wymieniliśmy adresami. Cóż ja mogę powiedzieć o tej wizycie , porównując ją z moją  pierwszą po wojnie na Ukrainie w 1967 roku? Czy miałam podobne odczucia jak Gerard? Po Lubomirce nie było śladu ., wujek odnalazł miejsce, gdzie stał nasz dom  i jedynie kupę gruzu porośniętego trawą. Tam można było płakać i płakałam. Wspomniałam o tym Gerardowi. Rozumiał mnie i powiedział, ze nie ma do mnie i mojej rodziny żalu ,ze mieszkamy w jego rodzinnym domu. Tak on jak i my jesteśmy tylko ofiarami historii. Opowiadał również o swojej żonie, jedynej córce.
Po kilku latach przyjechał do nas jako wdowiec, był załamany. Jedyną pociechą była córka Gabriela.  Kolejnym razem przyjechał z o wiele młodszą od siebie drugą żoną. Ona również wcześniej owdowiała. Miała sentyment do Polski, gdyż jej córka wyszła za mąż za   Polaka. Wizyty przebiegały w miłej atmosferze  , wymienialiśmy prezenty. Zawsze obdarowywaliśmy go warzywami , owocami , jajkami . Szczególnie smakowały mu ogórki , których dostawał tyle, że żona kisiła je wg polskiego przepisu na zimę. Z kolei Gerard przywoził mi np. gumki do słoików, bo tych u nas w kraju wtedy brakowało, kawę, słodycze. Ktoś obserwując  nas z boku, miałby przekonanie, że jesteśmy  bardzo bliskimi sobie ludźmi. Sposób zachowania, prostota obejścia , wyrozumiałość.  Spotkania nasze skończyły się z chwilą , kiedy opuściłam Podlegórz. Wymieniamy kartki świąteczne.Cieszę się, że nie żywimy do siebie urazy, nie wypowiadamy słów„ przebaczamy”, bo nie zawiniliśmy. Przemawiają do mnie słowa prof. Bartoszewskiego: „ Bolejemy nad indywidualnym losem i cierpieniem niewinnych Niemców dotkniętych skutkami wojny”. To prawda , oba narody poniosły ogromne straty, ale tylko biedni, niewinni ludzie. Róbmy wszystko ,aby obecne pokolenie nigdy czegoś podobnego nie przeżyło , a dowiadywało się o tym tylko z kart historii.

sobota, 9 sierpnia 2014

Odwiedziny u Przyjaciółki w sanatorium w MSW w Cieplicach

Moi Drodzy! Proszę wybaczyć mi moje milczenie, które było spowodowane problemami zdrowotnymi . Nabrałam nieco sił i podzielę się swoimi wspomnieniami z młodości i teraźniejszości.
Prawdziwa przyjaźń nigdy nie zawodzi. Powinna być dozgonna i szczera. Dowodem prawdziwej przyjaźni jest bezinteresowność, pomoc w potrzebie.- jak się utarło powiedzenie: „ Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”.
Mam wielkie szczęście, że od 69 lat znam Bronię Jaszewską. Był to 1944 rok, kiedy nasze rodziny znalazły się w obozie niemieckim Lichtenberg Kreiz Freiberg w Saksonii. Dzieciństwo spędziliśmy w lagrach za kolczastymi drutami. Było nas tam kilka rodzin z Wołynia,a dzieci w moim wieku tylko czworo: Janek Markowski i, Mirek Zieliński, Bronia i ja.
Najbardziej operatywną, przebojową, energiczną i odważną była Bronka. Była inicjatorką wycieczek na niemieckie śmietniska w poszukiwaniu zabawek – kolorowych szkiełek ze stłuczonych naczyń, raz udało się nawet znaleźć szmacianą lalkę!
Bronka była też organizatorką wypraw na pola, gdzie można było w pozostawionych siewnikach znaleźć resztki zboża, grochu – te zdobycze pozwalały nam napełnić głodne żołądki. Zupa grochowa na wodzie bez tłuszczu, gotowane zboże – były to dla nas prawdziwe rarytasy.
Dzieci lubią się bawić. Były to zwykle zabawy w berka, chowanego, a ponieważ w nas obu podświadomie rozwijało się powołanie do zawodu nauczycielskiego, stąd też organizowałyśmy zabawę w szkołę. Bronia uczyła śpiewu – miała silny głos i piękną barwę. Pamiętam jedną z piosenek: „ Ta Dorotka, ta malutka…”. Ja uczyłam wierszyków „Pranie” (Pucu, pucu, chlastu, chlastu…), „Stefek Burczymucha” (O większego trudno zucha…) przekazanych mi przez moją Mamę.
Moja Mama była moją pierwszą nauczycielką w tak koszmarnych warunkach życia. Edukowała mnie zawsze w niedziel ę, jedynym wolnym dniu w tygodniu. Uczyła alfabetu – dzięki Niej umiałam już dosyć płynnie czytać. Nie było książek, więc Mama pisała na piasku – był to nasz pierwszy elementarz. Najdroższa Mama – wzór Matek cierpliwych, ciepłych , mądrze kochających swoje dzieci.
Nadeszła upragniona wolność – obóz został wyzwolony przez Armię Czerwoną. Radość ogromna! „Wolność” – jak ją trzeba cenić i o nią zabiegać.
Dalsze nasze losy potoczyły się tak, że nasze rodziny osiedliły się na Ziemiach Odzyskanych w miejscowości Podlegórz. Rodzinom zostały przydzielone gospodarstwa – rekompensata za te pozostawione na Wołyniu. Ciężkie to były czasy, kraj zburzony, ruiny, zgliszcza. Trzeba wszystko odbudowywać. Już w nas dzieciach dominowała myśl, że trzeba pomagać rodzicom, uczyć się, budować nową Polskę. Zagrzewały nas piosenki i wiersze, by radzić sobie z trudnościami życia codziennego. Zbudujemy nową Polskę, zbudujemy nowy świat, w którym wszystko będzie lepsze, w którym będzie nowy ład.
Powiew wolności cieszył nas – otwarta przestrzeń przed nami, brak drutów kolczastych. Oddychamy wolną piersią.
Dzieciństwo z Bronią spędziłyśmy razem. Było skromnie, ale radośnie. Po ukończeniu szkoły podstawowej i liceum drogi nasze rozeszły się. Młode dziewczyny otrzymały nakaz pracy – Bronia w Świebodzinie, ja w Jordanowie koło Świebodzina. Spotykałyśmy się często. Raz w tygodniu przyjeżdżałyśmy do rodziców. Wspólne spacery, śpiewy w sadzie, potańcówki. Dojrzewamy. Każda z nas marzy, aby mieć odpowiednią partię, narzeczonego, kandydata na męża.
Bronia wychodzi za inżyniera Wojtka Zapałowskiego. Po roku mąż umiera. Zostaje młoda wdowa. Starałam się Ją pocieszać, otoczyć empatią (żal dobrego, prawego człowieka, jakim był Wojtek). Cóż, rzekomo czas goi rany. Po pewnym czasie Bronia będąc u siostry w Żaganiu, poznaje kolegę swego szwagra – kapitana Adama Kubasa. Nawiązuje się nić przyjaźni, która przeradza się w coś więcej. Po krótkiej znajomości Adam się oświadcza i biorą ślub. Po ślubie Adam zostaje przeniesiony do Wrocławia. Bronia dostaje pracę w przedszkolu państwowym w charakterze kierowniczki. Na świat przychodzą dzieci: Grażynka i Sławek. Adaś sprawdza się jako dobry mąż i ojciec.
Ja oczywiście po ciężkich przejściach rodzinnych, tragiczna śmierć Matki. zamieszkuję w rodzinnej wsi. Moim mężem został Janek, miłość lat szkolnych. Nasze życie jest przeplatane kłopotami – spadły na nas duże obowiązki: praca zawodowa, gospodarstwo pozostawione przez Matkę, 15-letni brat, okrągła sierota – ale młodość, zapał do pracy pokonują te trudności.
Przyjaźń między naszymi rodzinami trwa. Bronia odwiedza mnie z rodziną w okresie wakacji. Dzieci nasze bawią się, a my jak zwykle cieszymy się, że możemy być razem i wspominamy nasze młodzieńcze lata. Kontakty utrzymujemy nadal. Grażynka, córka Broni, jako nastolatka odwiedza nas i trudno jej zaklimatyzować się na wsi. Nudy, inna atmosfera dnia codziennego, brak rozrywek. Mała klubo-kawiarenka nie zadowala. Moja Beatka jest tu szczęśliwa. Kwestia przyzwyczajenia.
Po ukończeniu szkoły średniej córka Broni wychodzi za mąż za Jugosłowianina i rodzi dwoje dzieci. Rodzice często ją odwiedzają, ale nie akceptują podziału obowiązków w rodzinie. Związek Grażyny nie przetrwał.
Spokojne życie Broni przerywa nagła śmierć Jej męża. Gdy Adam wyszedł do pracy Bronia otrzymała telefon: „ -Proszę przyjechać, Pani mąż nie żyje. – Jak to? Przecież wychodząc do pracy po śniadaniu nic nie wskazywało na złe samopoczucie…!” Okazało się, że był to rozległy zawał. Bronia powtórnie zostaje wdową. Jak mogłam, tak starałam pocieszyć Ją w tych trudnych chwilach. Praca zawodowa i grono licznych przyjaciół dodają Jej sił.
Bronia z siostrami odwiedza mnie w Podlegórzu. Tu dorastały i znają wszystkich mieszkańców. Czują się tu jak u siebie w domu i śpiewem starają się wskrzesić wspomnienia dawnych lat. Brzmią piosenki czeskie (Mama Broni była Czeszką), ukraińskie i nasze ulubione polskie.
Tak szybko czas upłynął i jesteśmy już staruszkami Trzeba reperować swoje podupadające zdrowie. Bronia wyjeżdża do sanatorium do Cieplic. Dostałam od Niej pocztówkę z pozdrowieniami. Chcę zrobić Jej niespodziankę i wraz z Zięciem i Córką pewnej majowej niedzieli przyjeżdżamy do Cieplic. Jesteśmy na miejscu, przed nami okazały gmach – Sanatorium MSW Agat. Wjeżdżamy windą na czwarte piętro, pokój 410. W pokoju trzy panie, jedna z nich siedzi przy stoliku. Przypomina mi Bronię, ale nie jestem pewna. Widzę, że i Ona patrzy na mnie niepewnie. Kto to może być? Podchodzę do Niej i pytam :– Czy to Bronia? –Ach, Irena! Rozpłakałyśmy się po tylu latach niewidzenia. Pozostały w nas szczątki urody lecz niezmienne serca. Panie zgotowały przyjęcie, ja przywiozłam ciasto i słodycze, panie zrobiły herbatkę i tak w miłej atmosferze spędziłam parę godzin.
Córka z Zięciem poszli zwiedzać Cieplice,a w tym czasie ja z Bronią oddałyśmy się wspomnieniom. Nie wrócą już te chwile, trzeba zaakceptować teraźniejszość. Stwierdziłyśmy obie, że los nas nie szczędził – może nas wzmocnił. Obiecałyśmy sobie, że będziemy się częściej spotykać, jeśli pozwoli na to zdrowie. Kontakt telefoniczny mamy zadowalający.
Spotkanie z przyjaciółką poprawiło mój chwiejny nastrój. Gdy nie mogę zasnąć przywołuję te obrazy. Dalej marzę, ale już we śnie. Jest cudownie.

poniedziałek, 5 maja 2014

Trudne tematy

Trudne tematy
Ostatnio wielu z Państwa prosiło o komentarz na tematy współczesne. Gender jest obecnie na czasie, więc pozwólcie, że ustosunkuję się do tego. Postaram się odnieść w miarę obiektywnie do problemów poruszanych przez tę naukę i mam nadzieję, że nikogo nie urażę.
Gender to dziedzina nauki z kilkudziesięcioletnią historią, która porusza wiele problemów. Problem równości płci, zmiana kulturowa płci, stosunek do aborcji i eutanazji, orientacja seksualna.
Zadaniem gender jest przygotowanie społeczeństwa do zmian kulturowych. Powiedziałabym, że jest to rewolucja obyczajowości. Dobrze jest, że można się do tego odnieść krytycznie, a niektóre aspekty zaakceptować.
Rozumienie czym jest płeć zależy od kultury, w której odbywa się socjalizacja. Nauka ról płciowych rozpoczyna się już we wczesnym dzieciństwie poprzez wyrażenie przez rodzinę oczekiwania zachowań typowych dla chłopców lub dziewczynek. Później rozwijane jest w środowisku rówieśniczym, a potem w procesie edukacji.
Chłopiec z racji swojej płci już od wczesnego dzieciństwa miał przypisane określone zawody: górnik, murarz itd.
Chłopców interesowały samochodziki, proce, łuki. Był to zwyczaj od dawna respektowany w ówczesnej kulturze. Rolą mężczyzny było zabezpieczyć rodzinę i być odpowiedzialnym za jej egzystencję.
Kobieta miała określone obowiązki: gotowanie, sprzątanie, pranie, rodzenie dzieci. Gorzej było z edukacją. Mawiano: po co kobiecie szkoła?
Kobieta utożsamia się z naturą , ponieważ przez swoją orientację, funkcje rozrodcze jest bardziej zaangażowana w życie gatunku.
Różnice w anatomii kobiet i mężczyzn daje się ewidentnie zauważyć. Ośrodek znajdujący się w mózgu inaczej reaguje na uczucia. U mężczyzn dominuje przewaga myślenia racjonalnego nad emocjonalnym. W fizjologii też jest różnica. Kobieta zatraca rozrodczość w okresie menopauzy. Mężczyźni do późnej starości nie tracą zdolności prokreacji.
Przyzwolenia na równouprawnienie kobiet nie było, mimo że trudno było przełamać te stereotypy. Świadomość kobiet doprowadziła, że zaczęły domagać się równego traktowania. Obecnie walczy się o parytety w sejmie. Kobiety sprawdzają się na odpowiedzialnych stanowiskach, potrafią pogodzić rolę matki i żony.
Gender uczy szacunku dla każdego człowieka i nikogo nie wyklucza. Są zwolennicy i przeciwnicy w różnych kwestiach.
Tak nieliczne przypadki zmiany płci obserwuje się u transseksualistów. Jak twierdzą naukowcy, transseksualizm charakteryzuje się trwałym dyskomfortem psychicznym aż do stanów depresyjnych i myśli samobójczych. Ci ludzie muszą się zmuszać do tego, co jest wbrew ich naturze.
Taki stan osoba może odczuwać już od wczesnego dzieciństwa – np. chłopiec lubi ubierać się w sukienki, bawić się lalkami i z dziewczynkami. Jego psychika jest inna niż chłopca. Przy obecnym stanie wiedzy jedyną pomocą osobom dotkniętym tym zespołem jest operacja zmiany płci, którą wykonuje się chirurgicznie i wspiera się hormonami. Jest ona bardzo kosztowna i nie każdy, tym problemem dotknięty, może sobie na nią pozwolić.
Obecnie tyle krytyki jest pod adresem pani Grodzkiej! W moim odczuciu jest to osoba szczęśliwa, sympatyczna, z empatią i wielką kulturą osobistą. Szacunek dla tej Pani. Pan Bóg pragnie, by każdy człowiek był szczęśliwy.
Problem ludzi o innej orientacji seksualne-gejów , lesbijek- czy to problem XXI wieku?
Tacy ludzie byli przez cały okres dziejów. Żyli spokojnie, w ukryciu. W ideologii gender mogą się ujawniać i manifestować poprzez parady uliczne. Domagają się zawierania związków jednopłciowych, adopcji dzieci. Niektórzy z nich starają się zmienić i zakładają nawet rodziny heteroseksualne. Starają się być dobrymi mężami, żonami. Niestety, związki te rozpadają się. Jest to przypadłość, której nie da się wyleczyć. Niech żyją sobie w związkach jednopłciowych! Dlaczego mamy ich karać? Oby tylko nie były one demoralizujące dla otoczenia. Należy im zagwarantować minimum godnego życia.
Kwestia adopcji dzieci. Ciężko mi ustosunkować się do tego problemu. Tradycyjna rodzina to ojciec, matka i dzieci. Nasza religia i tradycja tego przestrzegają. Tu chodzi o szczęście dziecka. Na podstawie badań, obserwacji, niektórzy twierdzą, że w związkach gejów i lesbijek osobowość dzieci może być zachwiana. Podejrzewa się, że dzieci te będą miały podobną orientację seksualną. Ich płeć kulturowa jest mniej tradycyjna niż rówieśników z „ normalnych” rodzin .
Wiele państw zaakceptowało jednopłciowe małżeństwa. Czy Polska też się otworzy?
Tak głośno poruszany problem seksualizacji dzieci i młodzieży w przedszkolu jest absurdem. Masturbacji nie trzeba uczyć. Dzieci same w sposób naturalny poznają swoje ciało. Takie zachowanie jest normalne u dzieci. Gender tego nie wprowadza, to jest przyporządkowane naturze.
W przedszkolu wychowawczynie podczas leżakowania dzieci mogą zauważyć masturbację. Nie karzą ich za to, ale starają się reagować z należytą ostrożnością. Dziecka nie należy za to karać. Należy odwrócić uwagę i skupić ja na czymś innym (oglądanie książeczki, zabawa itd.). Dziecko nieświadome jest , co właściwie robi i nie odczuwa przy tym wstydu. Nie należy wzbudzać w nim poczucia winy.
Odnośnie seksualizacji w szkołach. Młodzież przygotowuje się do życia w rodzinie. Gorszące jest to, że młodzież podejmuje wczesną inicjację seksualną i poznaje sposoby antykoncepcji. Pokazywany jest seks na łamach prasy, programy telewizyjne pokazują wyuzdane sceny seksu z opisami. Kto uczył naszych dziadków i rodziców? Natura pozwalała te problemy rozwiązywać. Z tego powodu nikt nie czuł się gorszym czy głupszym. Owszem, trzeba uświadamiać, ale nie w ten sposób. Dużo wulgaryzmów wzbudza niesmak. Na wszystko przychodzi czas.
Problem pedofilii dotyka osoby świeckie, ale i duchowne. Obecnie tak często się o tym mówi i pisze. Wzrosło przyzwolenie społeczne na ujawnianie przypadków pedofilii wśród księży. Nagłaśnia się to w środkach masowego przekazu.
Pedofilię ,jak twierdzą seksuolodzy., można wyleczyć pod warunkiem, że taka osoba ma motywację się wyleczyć. Farmakologia tylko zmniejszy popęd. Sprawa dotyczy mózgu, pomaga w tym psychoterapia. Słusznie, że pedofile są karani. Tu w dużej mierze odgrywa ważną rolę silna wola, nad którą można zapanować. Osoby takie należy eliminować z zawodów mających kontakt z dziećmi.
Temat aborcji. Nie jestem zwolenniczka aborcji. Kobieta zdrowa, a badanie prenatalne nie wskazują na patologię ciąży, nigdy nie powinna poddać się temu zabiegowi . Jeśli ma sumienie, to do końca życia będzie miała wyrzuty.
Są jednak przypadki, gdy ciąża zagraża życiu kobiety lub jeśli jest patologiczna, wówczas i kościół dopuszcza wybór, które życie ratować – to leży w gestii lekarzy.
W większości jesteśmy ludźmi wierzącymi. Dekalog powinien być priorytetem w naszym postępowaniu. Nie wszystko możemy tolerować, co zagraża naszej cywilizacji.
Do osób, które są zwolennikami równości i sprawiedliwości należy zahamować falę nienawiści.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Życzenia

Drogim, wiernym Czytelnikom, z okazji Świąt Wielkiej Nocy składam serdeczne życzenia wesołych, zdrowych i pogodnych Świąt, atmosfery wiosennej przy rodzinnym stole.

sobota, 8 lutego 2014

Dubno miasto mojego dzieciństwa

Komaszówka- miejsce mojego urodzenia, a następnie Lubomirka , w której moi rodzice postanowili zamieszkać.
Tam wybudowali dom, budynki gospodarcze, zakupili  9 ha ziemi. Aby móc uprawiać ziemię , mój ojciec musiał wykarczować spory kawał gruntu i przystosować go do używalności.
Dubno, miasto powiatowe, siedziba parafii,   od Lubomirki oddalone było o ok. 20 km. Tam  na przedmieściu Surmicze mieszkała siostra mego ojca Jula. Często spotykaliśmy się u niej rodzinnie. Do Dubna jeździliśmy najczęściej na zakupy , uroczystości religijne, odpusty. Utkwił mi w pamięci pewien epizod: przyjechaliśmy na odpust furmanką ( jedynym dostępnym wówczas środkiem lokomocji). Pogoda nie była najlepsza , padał deszcz. Ja przez nieuwagę potknęłam się i wpadłam do kałuży. Wystarczyło , by biała sukienka zmieniła kolor. Rozpacz! Jak wejść do kościoła?
Mamusia, kierując się rozsądkiem, zaprowadziła mnie do cioci Juli. Tatuś został na uroczystości.  Mnie najbardziej było żal, że nie będę mogła kupić żadnej z tych śliczności których dużo było na straganach- kogucików, piszczałek, rogalików, Waniek- wstaniek. Na szczęście ojciec mnie nie zawiódł , kupił mi to, o czym marzyłam. Radość nie do opisania. To epizod rodzinny. Mnie chodzi jednak o to , by przedstawić, pokazać miejsce, które w moim życiu odegrało ważną rolę, w którym kształtował się mój charakter , umacniały więzi rodzinne.
Dubno należało do najstarszych osad na Wołyniu. Wspomniane jest jako wieś po raz pierwszy w 1099 roku. Władali  nim książęta Zasławscy , Lubomirscy, Synguszki. W czasie zaborów miasto znalazło się w rękach Rosjan. Po powstaniu styczniowym skonfiskowano wiele okolicznych majątków. Prawo pierwokupu mieli Niemcy, Czesi, ale nie Polacy. Kolonistom czeskim zawdzięczamy rozwój chmielnictwa.
Zbudowano kompleksy budynków z czerwonej cegły, wokół nich były plantacje chmielu. W sezonie zatrudniano tu okoliczną wiejską ludność. Budynki chmielarni po 17 września 1939 roku spełniały ponurą rolę więzienia dla jeńców polskich.  
 Należy wspomnieć, że w 18 w. Dubno  stało się słynne i znane kupcom z Warszawy z racji odbywających się co roku w styczniu kontraktów dubieńskich. Miasto szczyciło się również tym , że dwukrotnie gościł w nim Stanisław August Poniatowski. Podróżującego monarchę często gościł  książę Michał Lubomirski.
Z Dubna pochodził znany polski generał lotnictwa Skalski, 0który zasłużył się w wielu brawurowych akcjach w czasie bitwy o Anglię. W okresie międzywojennym Dubno było siedzibą stacjonujących jednostek wojska polskiego. Koszary znajdowały się również na Surmiczach. W latach 30- tych nad rzeką Ikwą powstało osiedle domów z ogródkami  dla  wojskowych urzędników.
Dubno to miasto przepięknych zabytków.  Na szczególną uwagę zasługuje choćby największy bastion obronny na Wołyniu – zamek Ostrogskich połączony ze Surmiczami długą groblą. Tędy również wiodła droga na dość odległy dworzec kolejowy. W centrum Starego Miasta zachował się klasztor o.o. Bernardynów, klasztor Karmelitów, synagoga z 16 w., cerkwie św. Jerzego z 1709 roku.   Na uwagę zasługiwał również n
Na Zabraniu- miejsce spoczynku wielu znakomitości – wojewodów , hetmanów, marszałków. Odznaczał się on artyzmem i bogactwem nagrobków. W ostatnich latach spychacze zrównały cmentarz , pozostał jedynie
w pamięci starych ludzi. Ostatecznie przeznaczono go na wysypisko śmieci. Dubno urzekało swą malowniczością pasmo Gór Pełczańskich- wapienniki na tle zielonych wzgórz, szum strumyków, nieskażona przyroda , to, czego nie da się zapomnieć. Jestem dumna, że moja metryka chrztu z kościoła farnego należy do  najważniejszych dokumentów.
Dubno stało się inspiracją dla piszących wiersze. Oto jeden z nich :
Był gród wołyński, jeden z wielu
W powietrzu ostry zapach chmielu
A tam gdzie Ikwy ciemna woda
Spogląda z zamku księżna młoda.(…)
To zaledwie „muśnięcie” , powierzchowna historia miejsca , o którym można by w długie zimowe wieczory opowiadać, opowiadać…..

piątek, 3 stycznia 2014

Moje rodzinne Święta

Data Świąt Bożego Narodzenia w pierwszych wiekach była różna. Wynikało to ze sporów o narodziny Jezusa. Obchodzono je 28 stycznia, 28 maja – ostatecznie hierarchowie kościoła ustalili dzień narodzin Chrystusa na 25 grudnia. Dzień poprzedzający 25 grudnia to Wigilia. Jest to dzień szczególny; dzień życzliwości, dobroci, wybaczania urazów i gniewów. Wszyscy z opłatkiem w ręku. Ciemność rozświetlają światełka na choince.
Święta Bożego Narodzenia poprzedzają przygotowania, które dla gospodyń są wyczerpujące; wymagające czasu, wysiłku, zapobiegliwości – ale jak się wykonuje wszelkie prace zgodnie z ustalonym planem, to w konsekwencji nie odczuwa się wielkiego zmęczenia. Tak przynajmniej postępują moja Córka i Zięć. Prace podzielone, wszystko dopięte. Zostało oczekiwanie wnuczki z Londynu. Rodzice oczywiście wyjechali po nią na lotnisko do Wrocławia. Z radością przywieźli ją do domu, gdzie czekała na nią stęskniona Babcia. Przywitanie było czułe i serdeczne…
W międzyczasie córka z Sulechowa powiadomiła, że Wigilię spędzą z Teściową, a do nas przyjadą na pierwszy dzień Świąt.
Zbliżał się wieczór wigilijny. Według tradycji – stół nakryty białym obrusem, a pod nim sianko. Przy stole jedno wolne miejsce, jako symbol, że w ten wieczór serca są otwarte, że myśli się o ludziach samotnych, opuszczonych i nikim się nie wzgardza.
Rozpoczęła się Wigilia. Pojawiły się na stole potrawy, według tradycji zabużańskiej, z kutią jako deserem.Wspaniały świąteczny nastrój! Przed przystąpieniem do wieczerzy, Zięć odczytał fragment Pisma Świętego, a potem była indywidualna modlitwa. Każdy ma swoją intencję. Ja osobiście dziękowałam Bogu, że mogę jeszcze być razem ze swoimi dziećmi i wnuczkami. Nastąpiło łamanie się opłatkiem – życzyliśmy sobie nawzajem przede wszystkim zdrowia i optymizmu. Przy kolacji apetyty dopisywały. Nastąpił czas kolędowania. Mój Zięć rozpoczął kolędę „Bóg się rodzi”, a my zawtórowałyśmy.Padła propozycja, by każdy zaśpiewał swą ulubioną kolędę indywidualnie. Najbardziej podobała mi się kolęda w wykonaniu mojej wnuczki Karolinki „Wśród nocnej ciszy”. Babcia zwykle bywa bezkrytyczna. Miłość przysłania nawet małe niedociągnięcia. Zaznaczam, że bezkrytyczna jestem w sprawach mało istotnych, błahych.
Zadzwonił telefon. To mój jedyny brat Karol z ponownymi życzeniami od siebie i całej rodziny. Następnie kuzyn z Anglii.Miło było je odbierać i odwzajemniać.
Jeszcze przed Wigilią wnuczka nauczyła mnie kolędę w języku angielskim „Silent Night, Holly Night” (Cicha Noc, Święta Noc). W duecie nagrałyśmy ją po polsku i angielsku. Wnuczka przesłałą ją przyjaciołom i rodzinie zagranicą wraz z życzeniami. Sprawiłyśmy im wielką radosć! Mimo, że jesteśmy dorośli ciekawość co przyniósł Gwiazdor pod choinkę była nieopisana. Wnuczka jako pierwsza pod choinką znalazła prezenty i wręczała je adresatom. Pozostały jeszcze te dla drugiej córki i jej rodziny. Gwiazdor miał dobrą intuicję – prezenty podobały się. Zadbał o moją urodę i długowieczność. Dostałam nalewki Ojca Klimuszki i kremy odmładzające. Nie wypadało mi powiedzieć przysłowia: „Nie pomoże puder, róz, kiedy pani stara już”. Doceniam jednak ich wielką troskę.
Tradycyjnie młodzi udali się na pasterkę. Ja oczywiście uczestniczyłam w pasterce transmitowanej z Watykanu. Zespół „Mazowsze” dodał świetności i przeżyć. Pomyślałam w ciszy, patrząc na rogwieżdżone niebo – „dopala się świeca mojego życia”. Święta radosne, a ja popadam w nostalgię…- przepraszam.
W pierwszy dzień Świąt córka Iza wraz z mężem i wnuczką zaszczycili nas swoją obecnością. Wszystkie rytuały ponownie miały miejsce – opłatek, życzenia, prezenty, wspólne kolędy i wspominanie tych, którzy odeszli. Czuliśmy, że byli z nami. Gwiazdor przyszedł do mnie ponownie.Tym razem dostałam dwa albumy: „Wołyń i Polesie w 1930 roku – Ludzie i Miejsca” . Była to dla mnie wspaniała lektura, która odświeżyła pamięć znanych i bliskich mi miejsc, szczególnie miasta Dubna: „I tam gdzie Ikwy srebrne wody płyną….Drugi album „Przedwojenna Polska w krajobrazie i zabytkach”.
Wnuczki poszły na wspólny spacer – jak mówiły, by spalić kalorie.Miałam cichą nadzieję, że goście zostaną na drugi dzień Świąt. Niestety, musieli wyjechać późnym wieczorem, by na drugi dzień Świąt odwiedzić chorego brata Zięcia. Z telefonicznej relacji Córki dowiedziałam się, że było im bardzo smutno i przykro, patrząc na jego cierpienie.Nie dziwię sie temu i współczuję.Takie jest życie, trzeba je z pokorą akceptować.
Tak więc w zaciszu domowym i rodzinnej atmosferze upłynęły Święta….

Życzenia

 Drogim Czytelnikom mojego bloga, pełnych szczęścia i radości Świąt Wielkanocnych życzy Irena.