Data Świąt Bożego Narodzenia w pierwszych wiekach była różna. Wynikało to ze sporów o narodziny Jezusa. Obchodzono je 28 stycznia, 28 maja – ostatecznie hierarchowie kościoła ustalili dzień narodzin Chrystusa na 25 grudnia. Dzień poprzedzający 25 grudnia to Wigilia. Jest to dzień szczególny; dzień życzliwości, dobroci, wybaczania urazów i gniewów. Wszyscy z opłatkiem w ręku. Ciemność rozświetlają światełka na choince.
Święta Bożego Narodzenia poprzedzają przygotowania, które dla gospodyń są wyczerpujące; wymagające czasu, wysiłku, zapobiegliwości – ale jak się wykonuje wszelkie prace zgodnie z ustalonym planem, to w konsekwencji nie odczuwa się wielkiego zmęczenia. Tak przynajmniej postępują moja Córka i Zięć. Prace podzielone, wszystko dopięte. Zostało oczekiwanie wnuczki z Londynu. Rodzice oczywiście wyjechali po nią na lotnisko do Wrocławia. Z radością przywieźli ją do domu, gdzie czekała na nią stęskniona Babcia. Przywitanie było czułe i serdeczne…
W międzyczasie córka z Sulechowa powiadomiła, że Wigilię spędzą z Teściową, a do nas przyjadą na pierwszy dzień Świąt.
Zbliżał się wieczór wigilijny. Według tradycji – stół nakryty białym obrusem, a pod nim sianko. Przy stole jedno wolne miejsce, jako symbol, że w ten wieczór serca są otwarte, że myśli się o ludziach samotnych, opuszczonych i nikim się nie wzgardza.
Rozpoczęła się Wigilia. Pojawiły się na stole potrawy, według tradycji zabużańskiej, z kutią jako deserem.Wspaniały świąteczny nastrój! Przed przystąpieniem do wieczerzy, Zięć odczytał fragment Pisma Świętego, a potem była indywidualna modlitwa. Każdy ma swoją intencję. Ja osobiście dziękowałam Bogu, że mogę jeszcze być razem ze swoimi dziećmi i wnuczkami. Nastąpiło łamanie się opłatkiem – życzyliśmy sobie nawzajem przede wszystkim zdrowia i optymizmu. Przy kolacji apetyty dopisywały. Nastąpił czas kolędowania. Mój Zięć rozpoczął kolędę „Bóg się rodzi”, a my zawtórowałyśmy.Padła propozycja, by każdy zaśpiewał swą ulubioną kolędę indywidualnie. Najbardziej podobała mi się kolęda w wykonaniu mojej wnuczki Karolinki „Wśród nocnej ciszy”. Babcia zwykle bywa bezkrytyczna. Miłość przysłania nawet małe niedociągnięcia. Zaznaczam, że bezkrytyczna jestem w sprawach mało istotnych, błahych.
Zadzwonił telefon. To mój jedyny brat Karol z ponownymi życzeniami od siebie i całej rodziny. Następnie kuzyn z Anglii.Miło było je odbierać i odwzajemniać.
Jeszcze przed Wigilią wnuczka nauczyła mnie kolędę w języku angielskim „Silent Night, Holly Night” (Cicha Noc, Święta Noc). W duecie nagrałyśmy ją po polsku i angielsku. Wnuczka przesłałą ją przyjaciołom i rodzinie zagranicą wraz z życzeniami. Sprawiłyśmy im wielką radosć! Mimo, że jesteśmy dorośli ciekawość co przyniósł Gwiazdor pod choinkę była nieopisana. Wnuczka jako pierwsza pod choinką znalazła prezenty i wręczała je adresatom. Pozostały jeszcze te dla drugiej córki i jej rodziny. Gwiazdor miał dobrą intuicję – prezenty podobały się. Zadbał o moją urodę i długowieczność. Dostałam nalewki Ojca Klimuszki i kremy odmładzające. Nie wypadało mi powiedzieć przysłowia: „Nie pomoże puder, róz, kiedy pani stara już”. Doceniam jednak ich wielką troskę.
Tradycyjnie młodzi udali się na pasterkę. Ja oczywiście uczestniczyłam w pasterce transmitowanej z Watykanu. Zespół „Mazowsze” dodał świetności i przeżyć. Pomyślałam w ciszy, patrząc na rogwieżdżone niebo – „dopala się świeca mojego życia”. Święta radosne, a ja popadam w nostalgię…- przepraszam.
W pierwszy dzień Świąt córka Iza wraz z mężem i wnuczką zaszczycili nas swoją obecnością. Wszystkie rytuały ponownie miały miejsce – opłatek, życzenia, prezenty, wspólne kolędy i wspominanie tych, którzy odeszli. Czuliśmy, że byli z nami. Gwiazdor przyszedł do mnie ponownie.Tym razem dostałam dwa albumy: „Wołyń i Polesie w 1930 roku – Ludzie i Miejsca” . Była to dla mnie wspaniała lektura, która odświeżyła pamięć znanych i bliskich mi miejsc, szczególnie miasta Dubna: „I tam gdzie Ikwy srebrne wody płyną….Drugi album „Przedwojenna Polska w krajobrazie i zabytkach”.
Wnuczki poszły na wspólny spacer – jak mówiły, by spalić kalorie.Miałam cichą nadzieję, że goście zostaną na drugi dzień Świąt. Niestety, musieli wyjechać późnym wieczorem, by na drugi dzień Świąt odwiedzić chorego brata Zięcia. Z telefonicznej relacji Córki dowiedziałam się, że było im bardzo smutno i przykro, patrząc na jego cierpienie.Nie dziwię sie temu i współczuję.Takie jest życie, trzeba je z pokorą akceptować.
Tak więc w zaciszu domowym i rodzinnej atmosferze upłynęły Święta….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz