Z Wołynia jako dziecko zapamiętałam kilka epizodów, które przekazuję swoim dzieciom i wnukom. Zimy były surowe. Od samego rana gospodarze krzątali się po obejściach, doglądając bydła i trzody. Gospodynie przygotowywały posiłki na „bogaty wieczór” (Sylwester). Należało go uczcić suto zastawionym stołem. Potrawy regionalne to bigos z golonką, galareta wieprzowa i wędliny własnej roboty, łącznie z pasztetową , kaszanką i salcesonem. Były to na tamten czas rarytasy. Ograniczano się do własnego przetwórstwa. Z ciast przeważały makowce i strucle z jabłkami.
Było to jedno z niewielu świąt, obok Bożego Narodzenia i Wielkanocy, gdzie można było najeść się do syta mięsnych potraw. W sylwestrowy wieczór cała rodzina zbierała się u babci. Śpiewano kolędy, w jednej z izb tańczono przeważnie „Mazur-Polkę”, walczyka. Starsi pozwalali sobie na nieco więcej – (kieliszeczek gorzały bądź dwa) .Również i dzieci miały trochę swawoli. Chodziły później spać. Zajadały się orzechami, jabłuszkami, których smak do dzisiaj pamiętam.
Młodzież i podlotki nie próżnowały. Psociły! Zdejmowały gospodarzom bramy, furtki i chowali je. Nie jeden zdzwiił się, kiedy rano zobaczył na dachu stodoły swój drewniany wóz. Jeśli ktoś nie chciał potem szukać swoich furtek i bram w obejściach sąsiadów, zabezpieczał się sam ją ściągając i chowając przed psotnikami. Taki był zwyczaj, który jak wiem w niektórych regionach naszego kraju „przyjął się” i przetrwa ł.
Dzieci składały życzenia na Nowy Rok bliższym i dalszym sąsiadom, sypiąc ziarno po mieszkaniu: ”Sypię, sypię, posypuję, zdrowia życzę i winszuję na ten Nowy Rok!”. Kto ładnie śpiewał, to swój talent wykorzystywał. Gospodarze chętnie przyjmowali kolędników, wierząc, że te wizyty są dobrą wróżbą na Nowy Rok. Nie szczędzono datków ani smakołyków. Ale tak to już jest, że wszystko co dobre szybko się kończy. Nawet tak wyjątkowy dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz