Dzień Wszystkich Świętych w czasach pogańskich obchodzono 13 maja. Dopiero papież Grzegorz III przeniósł tę uroczystość na 1 listopada. Był to dzień nie tylko męczenników, ale świętych kościoła katolickiego. Dzień Zaduszny związany jest z pogańskim świętem dziadów. Tradycja rozpowszechniła się w XII, XIII w w kościele katolickim. W czasach pogańskich był to zwyczaj ludowy Słowian. Nawiązuje do niego Adam Mickiewicz w swoich „Dziadach”. Obrzędowi towarzyszył Guślarz wywołujący dusze zmarłych przebywające w Czyśćcu, aby powiedziały, czego potrzeba im do zbawienia. Jest tam widoczne połączenie zwyczajów pogańskich z chrześcijańskimi. Współczesnym odpowiednikiem Dziadów są Zaduszki. Obecnie to dzień, w którym kościół ogarnia swą modlitwą wszystkich wiernych zmarłych. W ciągu wieków forma przeżywania tego dnia ulegała różnym zmianom. Pogańskim obrzędom duchowni starali się przeciwdziałać. Dzień Zaduszny przypomina nam tych , którzy nas opuścili. Wtedy gromadzimy się przy ustrojonych kwiatami i światłem grobach bliskich. Towarzyszy nam zaduma i refleksja nad przemijaniem. Uświadamiamy sobie wtedy, jak kruche jest ludzkie życie. Pędzimy, zabiegamy o dobra materialne, walczymy o spadki po zmarłych, odwiedzamy sądy, zanika więź rodzinna. Tam, nad grobami uświadamiamy sobie, jak mało w istocie nam potem potrzeba: mały domek zbity z czterech desek, kilka metrów ziemi. Czy warto tworzyć piekło na ziemi? Narażać się na ostrą ocenę żyjących? Wbrew wszystkiemu oceny te często są prawdziwe. Ileż razy słyszymy: Jaki to dobry człowiek odszedł, a o innych nie mówi się nic. Tak ocenia się ludzi na podstawie ich uczynków, zachowań. Pomyśli ktoś ,że przemawia przeze mnie świętość. Nic bardziej mylnego. Wady i słabości przypisane są nam wszystkim – mnie również. Jednak silna wola pozwala je zwalczać i łagodzić. Wspomnę o swojej wizycie na cmentarzu w Podlegórzu. Drugiego listopada spotkaliśmy się rodzinnie przy grobach najbliższych . Przyjechał brat z Gorzowa ze swoją żoną . Dzień był pogodny, cisza i spokój wisiały w powietrzu. Modliliśmy się w skupieniu przechodząc od grobu do grobu. Ja i mój brat na dłużej zatrzymaliśmy przy grobie naszej kochanej mamy. Właśnie 31 października upłynęła 56 rocznica jej śmierci. Wspominaliśmy jej dobre serc e pełne miłości i poświęcenia, dziękowaliśmy za wszystko co dla nas zrobiła. Poświęciła się dzieciom bez reszty, zostając w wieku 36 lat wdową. Wielkie wzruszenie zapanowało przy grobie mojego męża. W tym dniu minęła dokładnie 13 rocznica jego śmierci. Czułam ,że jest gdzieś blisko, że z góry widzi nas i cieszy się z naszej wizyty. W cichej zadumie staliśmy tam dość długo. Każdy z nas w myśli z całą pewnością wspominał chwile, kiedy Janek był jeszcze z nami i że to takie niesprawiedliwe ,że go nie ma. Jako chrześcijanie wierzymy jednak , że kiedyś spotkamy się w tym być może lepszym świecie, a mój mąż będzie tam sadownikiem w rajskim ogrodzie, bo wyobrażam sobie, że przeniósł tam swoje pasje i chadza z opryskiwaczem na plecach , a w ręku trzyma sekator, którym przycina rajskie drzewka. Zastanawiam się , czy św. Piotr pozwala mu tam palić ?
Nie omieszkaliśmy odwiedzić również grobu państwa Białokozów. Starszego, bezdzietnego, zaprzyjaźnionego z nami małżeństwa, które wspominam z ogromną wdzięcznością i szacunkiem. Na nich mogłam liczyć w opiece nad moją młodszą córką Izą, kiedy musiałam iść do pracy. Byli dla niej prawdziwymi dziadkami. Nie wyobrażam sobie, by w tym dniu o nich zapomnieć. Zmówiłam, w ich intencji modlitwę. Na cmentarzu spotkałam swoich dawnych sąsiadów , znajomych. Serdecznie się przywitaliśmy, jak to po długim niewidzeniu. Prze ten czas mojej nieobecności za wiele się nie zmieniło . Przybyło kilka nowych grobów na cmentarzu. Wieś spokojna , cicha, jakby wymarła. Moja była posesja zmieniła swój wygląd , przynajmniej na zewnątrz: wycięto wiele drzew owocowych , moją ukochaną płaczącą wierzbę. Z braku czasu nie odwiedziłam nowych właścicieli. Nie ukrywam,że serce mi się ściskało , kiedy przejeżdżałam obok nie mojego już domu. W tym miejscu muszę wyrazić wdzięczność czytelnikom mojego bloga za to , że wspierają mnie, pocieszają , naświetlają pozytywne strony mojej obecnej sytuacji. Niektóre komentarze są budujące.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy cmentarz w Cigacicach. Leżą tam moja ciocia z mężem i mój drogi kuzyn Zbyszek. Tam obok cmentarnej kaplicy znajduje się figura Chrystusa , a pod nią parafianie wmurowali tablicę upamiętniającą proboszcza Józefa Mokryńskiego, mego prefekta z liceum w Sulechowie. Ksiądz zarządzał wówczas kościołem przy ulicy Odrzańskiej. Ilekroć mam okazję, zapalam mu znicz i proszę o wieczny odpoczynek w domu Ojca. Ksiądz Mokryński pozostał w mojej pamięci jako człowiek sprawiedliwy, prawy , wrażliwy na ludzką krzywdę. Pomagał sierotom z domu dziecka, choć sam żył w ubóstwie. Pamiętam jak za całą klasą 19 marca wyruszyliśmy z życzeniami. Były też skromne prezenty- skarpety i szalik. Ksiądz przyjął nas herbatą w swoim małym pokoiku, miał w sobie tyle ciepła , rozmowa z nim koiła serca Miał też wielki humor, nawet poważne sprawy tłumaczył na wesoło. Był dla nas wzorem we wszystkich poczynaniach.
Odchodząc , pożegnaliśmy zmarłych słowami: spoczywajcie w Pokoju.
Nie omieszkaliśmy odwiedzić również grobu państwa Białokozów. Starszego, bezdzietnego, zaprzyjaźnionego z nami małżeństwa, które wspominam z ogromną wdzięcznością i szacunkiem. Na nich mogłam liczyć w opiece nad moją młodszą córką Izą, kiedy musiałam iść do pracy. Byli dla niej prawdziwymi dziadkami. Nie wyobrażam sobie, by w tym dniu o nich zapomnieć. Zmówiłam, w ich intencji modlitwę. Na cmentarzu spotkałam swoich dawnych sąsiadów , znajomych. Serdecznie się przywitaliśmy, jak to po długim niewidzeniu. Prze ten czas mojej nieobecności za wiele się nie zmieniło . Przybyło kilka nowych grobów na cmentarzu. Wieś spokojna , cicha, jakby wymarła. Moja była posesja zmieniła swój wygląd , przynajmniej na zewnątrz: wycięto wiele drzew owocowych , moją ukochaną płaczącą wierzbę. Z braku czasu nie odwiedziłam nowych właścicieli. Nie ukrywam,że serce mi się ściskało , kiedy przejeżdżałam obok nie mojego już domu. W tym miejscu muszę wyrazić wdzięczność czytelnikom mojego bloga za to , że wspierają mnie, pocieszają , naświetlają pozytywne strony mojej obecnej sytuacji. Niektóre komentarze są budujące.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy cmentarz w Cigacicach. Leżą tam moja ciocia z mężem i mój drogi kuzyn Zbyszek. Tam obok cmentarnej kaplicy znajduje się figura Chrystusa , a pod nią parafianie wmurowali tablicę upamiętniającą proboszcza Józefa Mokryńskiego, mego prefekta z liceum w Sulechowie. Ksiądz zarządzał wówczas kościołem przy ulicy Odrzańskiej. Ilekroć mam okazję, zapalam mu znicz i proszę o wieczny odpoczynek w domu Ojca. Ksiądz Mokryński pozostał w mojej pamięci jako człowiek sprawiedliwy, prawy , wrażliwy na ludzką krzywdę. Pomagał sierotom z domu dziecka, choć sam żył w ubóstwie. Pamiętam jak za całą klasą 19 marca wyruszyliśmy z życzeniami. Były też skromne prezenty- skarpety i szalik. Ksiądz przyjął nas herbatą w swoim małym pokoiku, miał w sobie tyle ciepła , rozmowa z nim koiła serca Miał też wielki humor, nawet poważne sprawy tłumaczył na wesoło. Był dla nas wzorem we wszystkich poczynaniach.
Odchodząc , pożegnaliśmy zmarłych słowami: spoczywajcie w Pokoju.
Przy grobie Janka

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz