poniedziałek, 5 marca 2012

Młodość , miłość, życie część I

Czytelnicy mojego blogu sugerują, żebym wspomniała o latach swojej młodości, młodzieńczych miłostkach , pierwszym poważnym zakochaniu i sfinalizowaniu tego uczucia.
Wiemy z doświadczenia i obserwacji, że już w przedszkolu nawiązują się przyjaźnie, „zauroczenia”, które mogą trwać aż do szkoły podstawowej a może i dłużej. Bywają przypadki ,że kończą się one małżeństwem.
Często słyszy się :”znaliśmy się od dziecka”. Tak było w moim przypadku. Już w klasie trzeciej szkoły podstawowej spodobał mi się kolega Janek. Zauważyłam, że i on darzy mnie sympatią, czego dowodem były często wręczane bukieciki kwiatów. Zaloty w klasie objawiały się pociąganiem za warkocze .Mnie ta forma zupełnie nie odpowiadała. Naskarżyłam więc na niego wychowawczyni. Konsekwencją tego była wizyta ojca Janka w szkole i kara cielesna wymierzona przy klasie- na środku klasy postawił krzesło i paskiem zdzielił syna po miękkiej części ciała, mówiąc , pamiętaj ,że masz się na lekcji odpowiednio zachowywać, żeby to była ostatnia taka moja wizyta w szkole. Tak reagowali rodzice w tamtych czasach, była jednomyślność w kwestii wychowania między domem a szkołą. Były tego zauważalne efekty w pracy wychowawczej i dydaktycznej. Z pewnością nie była to metoda pedagogiczna , ale na pewno skuteczna. Mam świadomość ,że moje stwierdzenie może wywołać kontrowersje i  zrozumiałą dyskusję .
Janek pozornie nie miało do mnie żalu o to. Potem jednak w kilku szkolnych sytuacjach dał mi odczuć , że jest inaczej. Np. nie pomógł mi z matematyki ( a orłem z tego przedmiotu nie byłam) , choć  był umysłem ścisłym.
Mimo trudnych warunków materialnych moja koleżanka Bronia, Janek i ja kontynuowaliśmy naukę. Wiem z późniejszych  opowiadań jego rodziców, że po podręczniki jeździł rowerem do miasta oddalonego o 30 km. Do siódmej klasy również dojeżdżał codziennie 8 km bez względu na porę roku, pogodę . Tyle w nim było samozaparcia, tak bardzo chciał się uczyć. W porównaniu z sytuacją Janka, nasza (moja i Bronki) wydawała się komfortowa. Obie mieszkałyśmy w internacie „Szarotka”, do szkoły było kilkadziesiąt metrów ( klasa wstępna – siódma LWP).
Po ukończeniu siódmej klasy Jan podjął naukę w Technikum Mechanicznym w Świebodzinie, mieszkał na stancji, potem w internacie .
My z Bronką kontynuowałyśmy edukację w sulechowskim Liceum Pedagogicznym. Przyjaźń trwała, spotykaliśmy się we trójkę raz na dwa tygodnie w wyjazdowe soboty. Wspólnie wracaliśmy do domu. Głównymi tematami naszych rozmów były sprawy szkolne. W niedzielne popołudnia lubiliśmy spacerować po wsi. W czasie wakacji bywaliśmy na potańcówkach . Przygrywał na harmonii  wiejski grajek. Był zwyczaj, że mamy chodziły z córkami , siadały na ławkach ustawionych pod ścianami i przyglądały się , jak bawią się ich pociechy.
Czas płynął. Dorastaliśmy.
Pamiętam sytuację, kiedy Janek odbywał wakacyjną  praktykę zawodową w Lesznie Wielkopolskim. Tęskniłam za nim bardzo, ale nigdy w życiu nikomu bym się do tego nie przyznała , a już jemu w szczególności. Co więc robiłam? Żeby nie  być „podejrzaną” o jakieś uczucia , wychodziłam sobie niewinnie z kozą na sznurku niby ją pasąc, a w rzeczywistości wypatrując , kiedy będzie wracał z dworca. Były to niby zupełnie przypadkowe spotkania ( świetnie przeze mnie zainscenizowane).
Miałam świadomość, że dziewczyna nie może narzucać się chłopakowi, wiedziałam też, jaką na ten temat ma opinię obiekt moich uczuć.
Ponieważ chodziłam do szkoły sfeminizowanej, często dyrekcja zapraszała uczniów z męskiej szkoły na  szkolne zabawy . Bywali u nas chłopcy z technikum leśnego w Rogozińcu, i mechanicznego ze Świebodzina. Młodzież bawiła się  do określonej godziny , nigdy nie było alkoholu, może niektórzy popalali gdzieś po kątach, ale ja tego nie widziałam. Na jednej z  zabaw nie byłam obecna z powodu choroby, Janek dowiedział się o tym od Bronki. O dziwo okazał się wiernym i spędził czas przy mnie na izbie chorych w internacie .Po zabawie wrócił z kolegami do Świebodzina. Bardzo mi to zaimponowało.
Wiosną spędzaliśmy wolny czas w moim sadzie. Słuchałyśmy ptasich koncertów, zachwycałyśmy się zapachem kwitnących akacji. Śpiewałyśmy z Bronią piosenki. Janek niestety talentów muzycznych nie posiadał, choć później okazało się ,że miał dobry słuch i wyłapywał wszelkie fałsze. Po ukończeniu szkoły średniej dostał pracę w Krakowie , potem jakiś czas pracował w Warszawie, ja w Świebodzinie, a potem w Jordanowie. Dzieliły na setki kilometrów , ale od czego sztuka epistolografii? Raz w tygodniu otrzymywałam od Janka list, pisał zawsze zielonym atramentem ładnym charakterem pisma . Styl i słownictwo zachwycało mnie wtedy , a moje córki znacznie później .Nie było w nich nic takiego, czego moglibyśmy się wstydzić . Po raz pierwszy ośmielił się napisać :”Kochana Irenko”, ja tylko : „Janku”( żeby nie był zbyt pewny). Okazją do spotkań były święta i urlopy. Z Warszawy powołano go do wojska- marynarki wojennej w Ustce. Korespondencja kwitła, dostałam zaproszenie na przysięgę, ale nie pojechałam – wg mnie nie wypadało. Dziś nie wiem, czy słusznie, ale wtedy taka właśnie była moralność.
W czasie jednej z przepustek Janek oświadczył się , poprosił mamę o moją rękę. Staliśmy się narzeczeństwem. Mój już narzeczony nalegał byśmy się jak najszybciej pobrali. Rodzice zaakceptowali ten pomysł.
Ślub odbył się 15 sierpnia 1957 roku w kościele filialnym w Podlegórzu. Wesele było huczne, gości tłum, pogoda cudowna , idealna na taką uroczystość. Byłam wzruszona i szczęśliwa. Rozpoczęliśmy wspólne życie…..   ( cdn)





                                                                       Z Jankiem


                                    

                                           Z bratem Janka Romanem i kuzynem Ryśkiem


                                                  

                                                 Przedszkole w Jordanowie – pierwsza praca




                                                                           Ja i Janek




                                                W tle Seminarium Duchowne w Paradyżu






                                                              Z przyjaciółką Bronką





                                                                         Janek Artysta






                                                   Z Karolem i kuzynami Kaziem i Andrzejem





                                                                   Nasz ślub 15.08.1957




                                                                       Z przyjaciółką Różą




                                                   

                                              Z przyjaciółmi Marysią i Czesiem Glazerami









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Życzenia

 Drogim Czytelnikom mojego bloga, pełnych szczęścia i radości Świąt Wielkanocnych życzy Irena.