Ten wpis poświęcam pamięci mojego brata Karola. O dzieciństwie wspominałam już w poprzednich rozdziałach. Teraz czas na kolejne etapy Jego życia.
Po studia na Wyższej Szkole Rolniczej w Szczecinie ożenił się , podjął pracę w swoim zawodzie. Z żoną wychowali dwoje dzieci- syna Roberta i córkę Małgosię. Jako Rodzice oboje z Olą spełnili się .Dzieci uczyły się dobrze, niesprawiany problemów wychowawczych. Skończyły wymarzone studia, założyły własne rodziny. Niedługo potem dziadkowie doczekali się wnuków – Dawida, Wojciecha i Nikolę.
Robert z rodziną wyprowadzili się do Wielkiej Brytanii, Małgosia pozostała w nowo wybudowanym przez rodziców w Czechowie w pobliżu Gorzowa.
Budowa domu i zagospodarowanie przestrzeni wokół kosztowały brata i jego żonę dużo pracy, poświęcenia i zaangażowania. Większość z prac ( np.robienie pustaków) wykonywali sami. To o czym marzyli, spełniło się.
Brat założył sad wiśniowy, ogromny ogród warzywny, wybudował piękną altanę , z której rozciągał się widok na płynącą u podnóża rzekę Wartę.
Pielęgnacja sadu wymagała używania środków chemicznych do wykonywania oprysków. Niestety nikt nie przewidział , jak fatalne w skutkach mogło mieć to wpływ na zdrowie. Oprócz problemów z sercem pojawiły się problemy ze szpikiem kostnym . Swoich chorób Karol nie lekceważył, był pod stałą opieką specjalistów – kardiologa i hematologa. U tego drugiego leczenie trwało przeszło 20 lat,. Okazało się , że farmakologia, która miała pomóc, zaczęła „pokazywać” skutki uboczne. Lekarz zmienił leki, niestety było coraz gorzej. Stan zdrowia pogarszał się, szpik zanikał, nie wytwarzał czerwonych ciałek krwi . Badania w szpitalu wskazały konieczność, częstych transfuzji krwi, a wykryty guz na płucu wymagał operacyjnego usunięcia. Brat dostał skierowanie do kliniki w Szczecinie i tam wykonano operację. Dopiero potem skierowano go na 4 dawki chemii.
Już w trakcie leczenia w Gorzowie Karol przeszedł Covid19 i sepsę. Jednak się nie poddawał, walczył bo to był silny człowiek – „Karol Wielki”.
Każdą kolejną dawkę chemii poprzedzono transfuzją, aby go wzmocnić i poprawić wyniki. Na dwie pierwsze dawki organizm zareagował w miarę pozytywnie. Wrócił do domu na 3 tygodnie. Planował, co można by zrobić w ogrodzie, wokół domu. Wtedy to zrobił kilka zdjęć w otoczeniu hortensji i róż i przesłał razem z krótkim listem, którego treść przedstawiam.
Kochana siostro!
Tak tudno nam utrzymywać kontakt na żywo i tak chyba pozostanie, dlatego postanowiliśmy zrobić zdjęcia z naszym udziałem wśród kwiatów przy naszym domu.
Przesyłam serdeczne pozdrowienia, życzę zdrowia Wam wszystkim i błogosławieństwa Boga.
Kochamy Was – Ola i Karol
Syn Robert był w stałym kontakcie z ojcem i domem rodzinnym- jak my wszyscy. Domyślał się ,że z ojcem nie jest najlepiej. Postawił przyjechać do Polski, by spędzić z nim trochę czasu. I tak się stało. Robert chciał zapamiętać z ojca jak najwięcej, wysłuchać tego, co być może chciał mu powiedzieć. I jeden ,i drugi podświadomie wiedzieli, że to ich ostatnie spotkanie-pożegnanie.
Nie minęło wiele dni, Karol tracił siły ,lekarze rozkładali ręce ,już nie zdecydowali się na podanie kolejnej chemii. Najgorsze w tym wszystkim było to,że choroba brata przypadła na czas pandemii i w związku z tym wielu ograniczeń. W szpitalu był praktycznie sam. Dopóki mógł, miał kontakt telefoniczny z rodziną. Bratowa codziennie jeździła do szpitala , podawała domowe posiłki, próbowała nawiązywac kontakt z pielęgniarkami i lekarzami. Było to niezwykle trudne, niekiedy niemożliwe.
I nadszedł ten dzień , którego wszyscy się obawialiśmy. 5 września otrzymaliśmy telefon od Oli, że Karol odszedł. Odszedł mąż, ojciec, kochający brat.
Bunt przeciw Bogu, pustka, samotność, żal po odejściu osoby szczególnie bliskiej – to wszystko mną targało. Pogrzeb odbył się 11 września 2021 w Gorzowie Wlkp. O godzinie 10.00 w miejscowym kościele w Czechowie odbyła się msza żałobna odprawiona przez miejscowego proboszcza Andrzeja Kołodziejczyka. W swojej homilii wiele miejsca poświęcił osobie mojego brata, wskazując , jak wiele poświęcił on czasu i pracy miejscowemu kościołowi. Pożegnała go również Rada Parafialna, nazywając patriotą lokalnym. Wszyscy byli wzruszeni. Trumnę wynoszono z kościoła przy wtórze ulubionej piosenki „Jaśminy”. Pochówek odbył się na cmentarzu w Gorzowie przy ulicy Żwirowej. Karola żegnali kuzyni Chruszczewscy- Stefan, Walenty z synem Krzysztofem, Janek z córką Agnieszką kuzynka – Ula Beisert (Lewicka), siostrzenice – Beata z mężem Zdzisławem ,Iza- chrześnica Karola, kuzyn Andrzej Listowski oraz rodzina ze strony żony Karola oraz ojcowie synowej i zięcia. Nad grobem ostatnia brata pożegnałam ja.
Drogi Karolku, mój jedyny bracie. Jak wielki ból i smutek przenika nasze serca. Pomimo cierpienia, jakiego doświadczyłeś, Twoje odejście zaskoczyło nas. Walczyłeś, nie poddawałeś się, chciałeś żyć, miałeś ukryte marzenia, wierzyłeś w ich spełnienie. Kochałeś rodzinę, wnuki były bliskie Twemu sercu -Dawid, Nikola, Wojtek . Jestem pewna, że oni odwzajemnią Twoją miłość pamięcią, modlitwą. Drogi Braciszku, jeszcze tak niedawno w rozmowie telefonicznej wspominaliśmy nasze wspólne przeżycia. Ojciec nasz zginął , jak miałeś roczek, matka tragicznie zmarła, gdy miałeś 15 lat. To ona zaszczepiła w nas ideały- miłość ,przywiązanie do rodziny, pracę, uczciwość, poszanowanie godności człowieka. One przyświecały Ci w życiu. Zawsze pamiętałeś o Rodzinie, kuzynostwie, w miarę możliwości odwiedzałeś żywych i zmarłych. Przeżywałeś ich problemy , cieszyłeś się z sukcesów. Często mówiłeś mi , że nie odczuwałeś sieroctwa. Siostra i szwagier zaopiekowali się Tobą. Byliśmy Ciebie z dumni. Ukończyłeś studia, pracowałeś w swoim zawodzie jako inżynier rolnik, założyłeś rodzinę. Kiedy zostałam wdową, zawsze mogłam liczyć na Twoje wsparcie i pomoc. Nigdy nie zabrakło Ci czasu dla mnie. Dziękuję Ci za to. Zasłużyłeś na pamięć i szacunek i taki zostaniesz w naszych sercach. ” Nie żyjemy, aby umierać, ale umieramy , aby żyć wiecznie.” Ci, których kochamy , nie umierają nigdy, bo miłość to nieśmiertelność. Dopóki będziesz w naszej pamięci, tak długo będziesz żyć. Ukojenie daje mi świadomość, że kiedyś spotkamy się ponownie. Żegnaj Drogi Braciszku, pozostaniesz na zawsze w moich modlitwach, mojej pamięci i sercu. Spoczywaj w pokoju.




Krysia: Bardzo mi przykro. Niemniej, wspaniały blog. Cieszę się, że go odkryłam.
OdpowiedzUsuńAleks: Dostałem powiadomienie na aplikacji, że kolejny post na Irenowym blogu! Już miałem czarne myśli. Przykro mi, Irena - cieszę się, że piszesz.
OdpowiedzUsuńCzesia: nie często zgadzam się z Aleksem, ale ja również miałam czarne myśli. Brak blogów na poziomie, więc bardzo proszę pisać! Czekamy! Przykro mi z powodu śmierci Brata. Wygląda na to, że był cudownym człowiekiem.
OdpowiedzUsuńOlo: jak jesteś taka stara jak muwisz to niedługo się spotkacie z braciszkiem
OdpowiedzUsuńCzesia: bez chamstwa proszę!
OdpowiedzUsuńBuba:Wyrazy współczucia Pani Ireno
OdpowiedzUsuńZosia: Mnie również przykro, ciężko się pogodzić ze stratą.
OdpowiedzUsuńIgor: piękna mowa pożegnalna....
OdpowiedzUsuńZeny: Nie brzmi Pani stricte Pisiorsko, ale jak Pani z Kurskim pogada, to może dostanie Pani program w TVP Kultura.
OdpowiedzUsuńMaras: Oby, przyda sie cos na poziomie!
OdpowiedzUsuńCzesia: Brakowalo Pani i Pani stonowanych komentarzy. Przypomniał mi się Pani wpis na temat uchodźców - jakże teraz aktualny!
OdpowiedzUsuńAleks: Irena to profekta!
OdpowiedzUsuńKazik: Proszę o Pani wypowiedź na temat sytuacji z Białorusią. Przyda się straszy punkt widzenia.
OdpowiedzUsuńJula: Łączę się w bólu. Straciłam ostatnio siostrę.
OdpowiedzUsuńCzesia: mam nadzieję, że jakoś radzi sobie Pani z bólem. Świetnie, że Pani pisze i dzieli się swymi emocjami. To przynosi ukojenie.
OdpowiedzUsuńAleks: Dobry z Ciebie psycholog, Czesia. Czy mogę liczyć na sesję terapeutyczną?
OdpowiedzUsuńCzesia: a i owszem.Konsultacja u mnie kosztuje, ale oferuję jakość usługi.
OdpowiedzUsuńAleks: proszę o namiary, chętnie skorzystam.
OdpowiedzUsuńTom: czyba to nie jest miejsce na oferowanie usług terapeutycznych? Tematyka wpisu również sugeruje, że jest to dość nie na miejscu.
OdpowiedzUsuńAleks: Nie wierzę! Irena, dodałaś zdjęcia? Trzymasz się, jak na swoje lata!
OdpowiedzUsuńCzesia: Jestem niesamowicie wzruszona! Jakże piękną i stylową jest Pani kobietą! Spojrzałam również na zdjęcia z przeszłośći - bardzo romantyczne! a Pani Janek był bez wątpienia w Panią zapatrzony!
OdpowiedzUsuńKazia: przepiękne zdjęcia. Fajnie Pani pokazała, jakże ulotne jest życie. PS Przykro mi z powodu brata.
OdpowiedzUsuńRodak: w końcu się Pani ujawniła!
OdpowiedzUsuńKazia: Kiedy nowy tekst?
OdpowiedzUsuńAleks: Ja też czekam!
OdpowiedzUsuń