Komaszówka – wieś położona na Wołyniu , zamieszkiwana w większości przez Polaków ( dwie rodziny ukraińskie). Zajmowali się oni głównie rolnictwem. Tym , którym nie wystarczało ( a dotyczyło to bez mała wszystkich) pracowali również w pobliskim majątku , którego właścicielem był p. Itar- dziedzic.
Uważany za człowieka uczciwego, nikogo nie krzywdził , jeśli tylko mógł – pomagał. Mam tę wiedzę z relacji moich bliskich, którzy mieli z nim bezpośredni kontakt (mama, ciocia).
W tej właśnie Komaszówce mieszkała cała moja rodzina ze strony mamy. Nestorką rodu była babcia Adela. Miała sześcioro dzieci- czterech synów i dwie córki. Cały trud ich wychowania spadł na jej barki po wczesnej śmierci męża Stanisława. Najmłodszy syn miał wtedy zaledwie rok. Najstarszą z rodzeństwa była moja mama Wiktoria ( 1909), następni to Antoni ( dokładnej daty urodzin nie pamiętam, zmarł w wieku 23 lat) ,Maria (1915), Wincenty (1918), Kazimierz(1920), Jan 1925).
Wszystkie dzieci były zdolne, dobrze się uczyły. Nauczyciele w szkole zwrócili uwagę na ich zdolności, szczególnie wyróżniając Wincentego. Sugerowano babci, by dalej się kształcił, nie było to jednak w tamtych czasach możliwe choćby ze względów finansowych. Po ukończeniu szkoły interesował się przede wszystkim stolarką. Pewnego razu obejrzał zakład stolarski w pobliskiej miejscowości, chodził tam często , podpatrywał , pomagał i marzył o własnym . Póki co skrycie realizował swoje pragnienia. W małym pomieszczeniu gospodarczym założył malutki warsztacik stolarski. Wykonywał w nim piękne jak na owe czasy meble, instrumenty muzyczne , zabawki. W pamięci zapadła mi pięknie zdobiona gitara, na której wuj mój jako samouk pięknie grał. Nawet żona popa zapraszała go soboty na plebanię , by tam koncertował. Młodzież i starsi często latem zbierali się w sadzie babci Adeli i słuchali , jak Wicek gra ( ubolewam ,że nie śpiewał).
Tak upływały lata na pracy w gospodarstwie, na sielance wiejskiego życia, na tle pięknej przyrody, nieskażonego powietrza.
Niestety nie trwało to zbyt długo. Okres sanacji oczywiście w pewnym sensie było odnową, ale czasy, ustrój, sytuacja na arenie międzynarodowej doprowadziły do wybuchu II wojny światowej.
Wincenty zostaje powołany do wojska , wyjeżdża w głąb Rosji. Pisze listy do siostry ( mojej mamy), przesyła w nich zasuszone kwiaty niezapominajek, opisuje gehennę, głód, straszne warunki sanitarne.
Rodzina jest zrozpaczona. W tym czasie na terenie Związku Radzieckiego w porozumieniu ze Stalinem tworzy się wojsko polskie pod dowództwem gen. Andersa. Trafia tam Wincenty. Walczy we Włoszech o Monte Casino. Po zakończeniu wojny losy żołnierzy Armii Andersa potoczyły się różnie. Marzeniem mego wujka był powrót do ojczyzny. Co zgotowano w państwie totalitarnym ówczesnej Polski? Żołnierzy walczących na Zachodzie uważano za zdrajców. Ich powrót do kraju kończył się zwykle aresztem i osadzeniem w więzieniu. Wielka Brytania przygarnia „Andersowców” i tam też trafia Wincenty. Zakłada rodzinę , żeni się z Włoszką Carmelą. Pracował w fabryce jako mechanik , jego pasją była fotografika. Fakt ten został doceniony przez samą królową Elżbietę II, która zaprosiła go w gronie najlepszych fotografów angielskich na spotkanie. Budził uznanie kolegów na każdym polu działania. Mawiali, że jest bezkonkurencyjny. Miał złote ręce . Pamiętam jedno z opowiadań babci. Kiedy miała dylemat z uszyciem ubranek dla młodszych chłopców Kazia i Jasia- nie było po prostu pieniędzy na krawca-z pomocą przyszedł nie kto inny jak Wincenty: „ Daj mamo kawałek sznurka, ja wezmę z chłopców miarę i uszyję”. Tak też się stało. Ubrał braci, babcia patrzyła na to z niedowierzaniem. Ale to była prawda!
Takich jak on „Janków Muzykantów, Antków” było niegdyś wielu. Oni ze względu na swój status, na pozycję społeczną nie mogli się uczyć i rozwijać swoich talentów.
Kiedy sytuacja zmieniła się na tyle, że można było odwiedzić swoich bliskich w Polsce, mój wuj nie mógł się pogodzić z ówczesnym ustrojem, a szczególnie z podziałem granic. Marzył o Polsce z Wilnem i Lwowem. Dziś nie ma go wśród żywych . Zginął tragicznie obok własnego domu potrącony przez motocykl. Powyższą historią z pewnością zainteresuje się Antoni, syn Wincentego i jemu właśnie dedykuję tę stronę. Wiem, że podobnie jak my tu w Polsce zawsze byliśmy dumni z wuja, tak i on jest dumny ze swego ojca – Małego – Wielkiego człowieka”