Tak szybko mija czas. W życiu są różne chwile- radosne wtedy, kiedy jest się młodym, zdrowym. Świat wydaje się wtedy być w kolorach tęczy, należy do nas. Staramy sie rozwijać w miarę wszechstronnie, zdobywać zawód. Jednym to się udaje lepiej, innym gorzej, ale każdy ma ten sam cel. Zakładamy rodziny, spada nowy obowiązek, praca, wychowanie dzieci – to wszystko przeżyłam z Mężem Jankiem w związku małżeńskim przez 43 lata. Życie nas nie pieściło. Tragiczna śmierć mojej Mamy w wieku 48 lat. Na nasze barki spadło wiele dodatkowych obowiązków.Gospodarstwo rolne, opieka nad 16-letnim bratem, okrągłym sierotą. Jak mówi przysłowie, co nas nie zabiło, to wzmocniło. Nie poddawaliśmy się. Byliśmy młodzi, pełni sił do pracy. O wczasach ani o innych rozrywkach nie było można marzyć, ale godziliśmy się z tym, co jest. Lata upływały, dzieci rosły, ukończyły studia, założyły rodziny , a nam dwóm gołąbkom pozostało tylko cieszyć się i marzyć o spokojnej starości. Los jest przewrotny, stało się inaczej. Po drugim zawale mój Mąż umiera w wieku 65 lat. Konsekwencje traumy dotyczą całej rodziny. Mam duże wsparcie w bliskich i przyjaciołach. Ciepłe słowa i dodawanie otuchy koiło moje smutne serce. Jakim człowiekiem był Mąż? Jako żona oceniam Go obiektywnie,a ci co Go znali na pewno temu nie zaprzeczą. Kogo określamy dobrym człowiekiem? Człowieka dobrego poznajemy po jego czynach. Dobry człowiek pomaga innym, stara się nie krzywdzić nikogo. Jest osobą wrażliwą, ceni poczciwość, przyzwoitość. Tych wartości mój Mąż przestrzegał odnośnie wychowania naszych córek. U mego Męża słowo było ważniejsze niż pieniądz. Proces wychowawczy jest złożony i bardzo trudny. Wymaga wiele wysiłku i poświęcenia obojga rodziców. Oni to przekazują dzieciom system wartości. Psychika każdego dziecka jest inna, co dało się zauważyć u naszych córek. Starsza- przebojowa i dociekliwa, ciągle starała się zaspokajać swoją ciekawość. Było to niekiedy niebezpieczne i trzeba było przywołać do porządku klapsem. Młodsza córka tego nie doświadczała- „nie wolno-to nie wolno”. Byliśmy krytyczni wobec wychowania bezstresowego, wiedząc, jakie są jego konsekwencje.Dzieci wyrastają na egoistów, są nieprzystosowane do życia w społeczeństwie. Na skutek różnorodnych indywidualności dzieci, trzeba stosować różne metody wychowawcze.Jedną z nich jest metoda pochwały, własnego przykładu, nagrody. Ja jestem osobą emocjonalną, nieraz nie panuję nad przykrymi sytuacjami. Wyrażam swój bunt nawet przeciwko Panu Bogu. Mój Mąż to potępiał – „dlaczego bluźnisz?nie rób tego!”. Jego przekleństwem było „psia krew”. Może wyniósł to z domu rodzinnego. Ojciec Męża był wymagający, wystarczał sam Jego przykład, by nauczyć dyscypliny i poczucia obowiązku, sprawiedliwości, miłości i przyjaźni. Przez 43 lata wspólnego życia zmieniły się moje zapatrywania, przyzwyczajenia, co wydaje się może śmieszne. Pod Jego wpływem bardzo się zmieniłam. Dziwne, nawet potrawy, które kiedyś mnie nie smakowały, polubiłam. Czym to tłumaczyć? Pozostały mi tylko wspomnienia. Musiałam pogodzić się ze śmiercią Janka, ale mimo to ciągle czuję Jego obecność. Wiem, że nade mną czuwa. Kieruje moją pracą telepatycznie, radzi co mam robić. Śmieszne się wydaje, że w snach zapewnia mnie, że już nie pali – a był to Jego przykry nałóg, którego nie mógł zwalczyć, brakowało Mu silnej woli. Przytoczę dwa epizody z mego życia.Miałam w sąsiedztwie bezdzietne małżeństwo, państwa Białokozów. Mimo dużej różnicy wieku (30 lat), miałam z Panią Marią Białokoz wspólne tematy, zainteresowania. Ci Państwo opiekowali się moją młodszą córką, podczas gdy pracowałam. Traktowali Ją jak wnuczkę, a i Ona odwzajemniała im miłość i do dzisiejszego dnia pamięta o Ich grobach. Pewnego razu z Panią Marią zeszłyśmy na tematy metafizyczne. Wydaje się to niepoważne, ale tak było. Umówiłyśmy się, że która z nas pierwsza umrze, to poinformuje, jak „tam” jest po drugiej stronie. Nadszedł przykry moment, Pani Maria w wieku 78 lat umiera (Mąż Jej zmarł znacznie wcześniej)Wraz z Jankiem włączyliśmy się do przygotowania uroczystości pogrzebowej. Żal nam bylo tych ludzi. Kilkanaście dni po śmierci Pani Marii, mam sen. Przychodzę do Jej domu, widzę Ją siedzącą przy stole. Od razu pytam: „Pani Mario, jak tam jest?”. Ona lekko machnęła ręką i powiedziała: „ot, tak sobie”. Obudziłam się żałując, że nic szczególnego się nie dowiedziałam. Rozmowy podobnego typu odbywałam ze swoim Teściem Marcinem. Na to samo pytanie, mój Teść odpowiedział: „moje dziecko, i tam też trzeba pracować”. Zasmuciłam się, no bo ja na tej ziemii nie narzekam na brak pracy. Człowiek chce wiedzieć, czy istnieje lepszy świat czy liczy się tylko czas na ziemi. U każdego pojawia się kryzys wiary i wątpliwości w tej kwestii. Każdą rozłąkę przeżywamy mimo upływu czasu, mimo odpędzania bolesnych myśli tli się ona w naszym sercu. Ostatnio czytałam książkę pod tytułem „Niebo istnieje – Naprawdę” autorstwa Todda Burpo i Lynna Vincenta. Syn pastora Todda opowiada o swojej podróży do nieba i z powrotem. Chłopiec miał operację wyrostka robaczkowego, a jego stan był bardzo ciężki.To co opowiadał rodzicom, znajduje potwierdzenie w Biblii. Ta historia opisana przez ojca pastora ukazuje miejsce, które czeka nas wszystkich po śmierci. Na podstawie tej książki nakręcono film, który cieszy się wielka oglądalnością. Tym, którzy wierzą, łatwiej znieść rozłąkę. Po przeczytaniu tej książki czujemy bliskość zmarłych, a tym samy wiarę, że kiedyś się zobaczymy. Nam pozostało wierzyć, że zmarli żyją tak długo jak długo żywa jest pamięć o nich. Może jest łatwiej żyć perspektywą wieczności, a na to ma wpływ głęboka wiara.
wtorek, 29 marca 2016
czwartek, 24 marca 2016
Życzenia świąteczne
Drodzy czytelnicy mojego bloga
” Alleluja biją dzwony, Alleluja echo głosi, Chrystus bowiem Zmartwychwstały, w serca nasze pokój wnosi”
Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Państwu udanego czasu spędzonego z rodziną i przyjaciółmi, dużo odpoczynku, radości i pogody ducha. Niech Wielkanoc przyniesie spokój, wiarę, nadzieję i siłę pozwalającą przezwyciężyć wszelkie trudności. – Irena
” Alleluja biją dzwony, Alleluja echo głosi, Chrystus bowiem Zmartwychwstały, w serca nasze pokój wnosi”
Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Państwu udanego czasu spędzonego z rodziną i przyjaciółmi, dużo odpoczynku, radości i pogody ducha. Niech Wielkanoc przyniesie spokój, wiarę, nadzieję i siłę pozwalającą przezwyciężyć wszelkie trudności. – Irena
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Życzenia
Drogim Czytelnikom mojego bloga, pełnych szczęścia i radości Świąt Wielkanocnych życzy Irena.
-
Drodzy Czytelnicy mojego bloga! Pozwólcie, że prześlę Wam serdecznie życzenia Wesołych Świąt Wielkanocnych. Niech przyniosą one Wam dużo ra...
-
Maj 1945 rok. Wieś Podlegórz położona na wzgórzu,a u jejpodnóża płynie rzeka Obrzyca. Kwitną sady. W powietrzu unosi się zapach kwiatówi ...
-
Celem związku małżeńskiego jest mieć potomstwo. Dziecko wnosi radość życia – cel życia. Zdarza się bardzo często, że małżeństwo nie może m...