Lata 1952-57 należą do najpiękniejszych wspomnień mojej młodości. Wspaniały dom rodzinny, kochająca matka, jedyny brat. Po ukończeniu liceum pierwsza placówka w Jordanowie- zawód wybrany z powołania, młodość, cóż może w życiu cieszyć bardziej? Moje pierwsze głosowanie do Parlamentu, które odbyło się 26 października 1952 roku. Ten dzień pozostał mi w pamięci. Wtedy poznałam Anielę Stempin. Była moją rodaczką , też pochodziła z Wołynia. Zaprzyjaźniłyśmy się. Aniela pracowała w księgowości w Świebodzinie, dojeżdżała autobusem. Miałyśmy wspólne tematy, zainteresowania, uczestniczyłyśmy w rozrywkach lokalnych. Opowiadała mi o swoich przeżyciach od 1939 roku do zakończenia drugiej wojny światowej. Jako dziecko sześcioletnie wiele pamiętała. Resztę wspomnień uzupełniała jej mama- Pani Julia. Ja również dzieliłam się wspomnieniami z lat 1943-45: ucieczka przed bandami UPA , następnie ciężki obóz pracy w lagrach w Liechtenbergu ( Saksonia). Los nasz różnił się nieco. Ja w kraju sąsiadującym z Polską, w Niemczech ( wspomnienia opisałam wcześniej w moim blogu), historia Anieli była bardziej „skomplikowana”. Słuchałam tych wspomnień z niedowierzaniem, ale to była najprawdziwsza historia, mimo ,że służalcza polityka zatajała te fakty, przekłamywała prawdę o Syberii. Ojciec Anieli był podoficerem Wojsk Ochrony Pogranicza, mama – gospodynią domową. Poznał ją na Wołyniu we wsi Choszczy na zabawie zorganizowanej przez władze lokalne. Julia była piękną dziewczyną, zakochał się w niej bez pamięci i wkrótce zostali małżeństwem. W 1933 roku na świat przyszła moja przyjaciółka. Dwa lata później jej brat Czesio. W 1937 roku Pan Stempin wybudował dla rodziny dom. Wszyscy byli szczęśliwi i wydawało się ,że nic temu szczęściu nie może zagrozić. Itak było do 1939 roku. Napaść Niemców na Polskę zburzyła ten spokój. Tragedii dopełniło wejście Rosjan na ziemie wschodnie Polski 17 września i wywóz żołnierzy polskich w głąb Rosji. Mama Anieli z dwójką dzieci została w swoim domu. O ojcu nic nie wiedziały- gdzie jest i co się z nim dzieje. Doznały szoku, kiedy to 10 lutego 1940 roku przyszli NKW- dziści pod ich dom w Choszczy. Zapukali w okno i kazali się zbierać do wyjazdu- skariej, skariej- pokrzykiwali. Umieścili ich na sanie i zawieźli na stacje kolejową do Kowla. Tam czekały na nich wagony kolejowe, które mieli zapełnić Polacy- ziemianie, policjanci, nauczyciele, księża- słowem głównie polska inteligencja. Stłoczeni w wagonach przez trzy tygodnie podróżowali w warunkach trudnych do opisania. Wielu tej podróży nie przeżyło (głównie ludzie starsi i dzieci). Krasnoarmiejcy na postojach przeszukiwali wagony i wyrzucali zmarłych na śnieg. W siarczystym mrozie wysadzili „podróżnych” na stacji Butajewo w północnym Kazachstanie. Tam już czekały sanie, które rozwoziły ich po różnych posiołkach. Miejscowa ludność litowała się nad biednymi wygnańcami i zabierała ich do swoich mieszkań , mimo ,że sama nie miała warunków. Zimą mieszkali u Rosjan , na wiosnę postawiono baraki z drzewa i ulokowali wszystkich Polaków razem. Nie było mebli, spano na ziemi. Starsi musieli przymusowo pracować za 30 dag chleba. Aniela zapamiętała epizody z wygnańczego życia, kiedy to matka przynosiła ukryte w kieszeniach ziarno pszenicy, które po ugotowaniu zmieszane z lebiodą stanowiło rarytas. Wynagrodzenie za pracę równało się śmierci głodowej. Czesiu nie przeżył tej biedy, zmarł w wieku sześciu lat. Mama własnoręcznie zrobiła trumnę i pochowała go na obcej ziemi w polu, w mogile usypanej z piasku z krzyżykiem utkwionym w ziemi. Rozpacz ogromna chować własne dziecko. Pani Julia opowiadał mi , że miała myśli samobójcze, lecz odwodziła ją myśl ,że ma jeszcze dla kogo żyć, że ma Anielę. Przed kolejną zimą Polacy zaczęli budować ziemianki, żeby nie zmarznąć. Choroby, głód, wszy były utrapieniem. Były szczęśliwe, kiedy dowiedziały się ,że ojciec – jeniec pracuje w kopalni rudy gdzieś pod Katyniem. Żyły nadzieją,że może bieg historii zmieni ich życie. Wierzyły. Wiara czyni cuda. Jeszcze bardziej pogorszyła się ich egzystencja, kiedy przeniesiono ich do innego sowchozu , gdzie nie rosła pszenica tylko drzewa i grzyby i czekała ciężka praca z drwalami przy wyrębie drzewa.Jeńcy polscy w obozach pracy przymusowej niezależnie od kwalifikacji pracowali na stanowiskach roboczych. Warunki były mordercze. Los się uśmiechnął , kiedy 12 sierpnia 1941 roku zawarto układ Sikorski – Majski o amnestii dla obywateli Polski. !4 sierpnia podpisano umowę wojskową . która dała podstawy do rozpoczęcia formowania Armii Polskiej w ZSRR. Gdy Anders zaczął tworzyć wojsko polskie ruszyli do niego ojcowie, synowie z łagrów, posiołków rozrzuconych na ogromnym obszarze Rosji .Dzięki temu uniknęli katorgi.Tata Anieli trafił do Armii Andersa w stopniu podoficera. Generał Anders uzyskał zgodę Stalina na ewakuację sformułowanych oddziałów do Iranu przez Morze Kaspijskie do Pahlavi okupowanej przez wojska sowieckie i brytyjskie. Później Irak, Palestyna, Włochy gdzie okazali się wielką walecznością w czasie bitwy o Monte Casino. Losy Anieli i jej mamy były niepewne. Myślały tylko, żeby spotkać się z ojcem. Los rzucił rodziny polskie do Iranu. Dotarli do portu Pahlavi. Przez tydzień mieszkali w namiotach na plaży. Następnie popłynęli statkiem do Mombasy.Potem barkami przez Biały Nil, Jezioro Wiktorii, sawannę w Ugandzie dotarli do Masindi, do polskiego osiedla dla uchodźców.Mieszkali w domach z bambusa , nie było w nich szyb, nad Łózkami wisiały moskitiery. Dachy były kryte trawą słoniową. Małpy towarzyszyły im , biegały wśród domów, robiły wiele zamieszania, były jak przydomowe psy. Żeby mieć spokojne noce, przywiązywane je do drzew. Groźne zwierzęta można było spotkać na każdym kroku. Pytony ukryte wśród drzew, grasujące słonie. W centrum osiedla znajdował się okazały budynek pełniący różne funkcje- świetlicy, magazynu, kancelarii, kuchni.W osiedlu tym mieszkało około 3 tysięcy ludzi. Podzielone ono było na wioski. Ta , w której mieszkała Aniela nazywała się Niespodzianka, inne to Babiniec ( mieszkańcy w przeważającej części to kobiety) .Wszystko było zorganizowane, życie kwitło. Były szkoły, zakłady ślusarskie , tkackie, itp.Dzieci uczyły się języka polskiego i angielskiego. Aniela miło wspomina koleżanki i nauczycieli. Warunki bytowe były zadawalające. Tęskniły za ojczyzną , krajem , który ich żywił , za polskimi krajobrazami, przydrożnymi kapliczkami , polami falującymi zbożem, śpiewem słowików , skowronków, zapachem kwiatów, nie tych egzotycznych tylko prawdziwie polskich. Wspólnymi siłami przy wielkim zaangażowaniu Polacy na obczyźnie wybudowali kościół p.w. św. Jacka ( istnieje w Afryce do dziś), w którym z ołtarza Matka Boska błogosławiła ich czyny , ich trud, nakazywała wytrwać. Tak w afrykańskiej scenerii Aniela z mamą przeżyły 6 lat. Utrapieniem klimatu afrykańskiego była malaria, której ofiarą padła również moja przyjaciółka.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Życzenia
Drogim Czytelnikom mojego bloga, pełnych szczęścia i radości Świąt Wielkanocnych życzy Irena.
-
Drodzy Czytelnicy mojego bloga! Pozwólcie, że prześlę Wam serdecznie życzenia Wesołych Świąt Wielkanocnych. Niech przyniosą one Wam dużo ra...
-
Maj 1945 rok. Wieś Podlegórz położona na wzgórzu,a u jejpodnóża płynie rzeka Obrzyca. Kwitną sady. W powietrzu unosi się zapach kwiatówi ...
-
Celem związku małżeńskiego jest mieć potomstwo. Dziecko wnosi radość życia – cel życia. Zdarza się bardzo często, że małżeństwo nie może m...
